"ZWIERCIADŁO" / MAGDALENA KUYDOWICZ

„Wesele” z wykopem w Teatrze Pijana Sypialnia

W sobotnie mroźne popołudnie, gdy cały świat był skuty lodem, wraz z koleżankami zajmującymi się od lat profesjonalnie kabaretem postanowiłyśmy zobaczyć spektakl największego teatru offowego w kraju, „Pijanej Sypialni”.

Moim znajomym oczy świeciły się oczy, gdy opowiadały o 100 osobach na scenie, w tym chórze i małej filharmonii, że długo nie trzeba było mnie namawiać – wiedziałam że musi być to coś niezwykłego. Błogosławiąc wynalezienie gps, dotarłyśmy nie bez trudu na ulicę Głębocką, do nowo otwartego Ośrodka Kultury Białołęka. W szatni kłębił się już podekscytowany tłum widzów, stanęłyśmy w długiej kolejce. Tuż przed wejściem na widownię dzieci moich koleżanek zadały krótkie pytanie typu killer: „O czym jest to Wesele?”. „O Polsce. I o prawdziwym ślubie inteligenta z chłopką. Trochę tam zjaw, dziwów różnych, ale fajne to jest”, zapewniłyśmy w odpowiedzi Melę i Kaję. No i się zaczęło…

Scenariusz „Wesela” powstał na motywach dramatu Wyspiańskiego. Na pierwszy ogień poszły kobiety, a konkretnie stereotypy związane z ich miejscem w społeczeństwie, w rodzinie, w relacjach z mężczyznami i dziećmi. Przedstawienie jest również współczesnym dialogiem aktorów z tekstem dramatu i ich polemiką z kliszami dotyczącymi Polski, patriotyzmu i wiary, a także naszych odwiecznych kompleksów i narodowych obsesji. Szybko dowiadujemy się, że najlepiej wychodzi nam cierpienie, kto jest za a kto przeciw programowi 500 plus. Na scenę wkraczają dwie rywalizujące ze sobą Matki Boskie; Ostrobramska (Aleksandra Dudczak) i Częstochowska (Blanka Miętkiewicz).

Po chwili pojawia się Wróżka Wernyhora – Sebastian Słomiński (a wcześniej Jasiek i wodzirej Rytm). Wspierając się o kubeł na śmieci, rozmawia z telewidzami i przepowiada im przyszłość. Nie brak i uczestników wesela: oszalałej Racheli (Karolina Lichocińska), speszonego Pana Młodego (Mariusz Żwierko, choreograf spektaklu) wraz z pełną wdzięku Panną Młodą (Ewelina Chaberek). Ale próżno szukać linearnie opowiedzianej historii Wyspiańskiego. Są tylko, cytaty, motywy i nastrój przypominający chwilami pełne grozy, ale i zabawy dobrze nam znane sceny z prawdziwych biesiad weselnych współczesnych Polaków.

Wspaniale i z rozmachem – mimo oszczędnych środków – wyreżyserowane zostały sceny zbiorowe. Jeśli dodać do tego chór, który – jak antycznej Grecji – dopowiadał pointy i śpiewał, oraz grupę Filharmonii Pijanej Sypialni z dyrygentem Danielem Zielińskim, który nagle wyskoczył na scenę i także zatańczył w jednej ze scen zbiorowych, to macie tylko przedsmak tego, co się działo. Na widowni siedziały całe rodziny, niektórzy widzowie znali już wcześniejsze spektakle teatru. Wszyscy reagowali niezwykle żywiołowo i nie nudzili się ani przez sekundę. Nawet dzieci, a to najbardziej wymagająca publiczność.
Wyrazy uznania należą się przede wszystkim Stanisławowi Dembskiemu, dobremu duchowi teatru, który go założył i wszystkiego tych zapaleńców nauczył. „Wesele” wyreżyserował młody i niezwykle zdolny uczeń Dembskiego – Sławomir Narloch. On również napisał scenariusz i ułożył całą skomplikowany ruch sceniczny spektaklu. Za muzykę i przygotowanie wokalne chóru odpowiadał dyrygent Daniel Zieliński. Z szacunku i podziwu dla efektów ich pracy wymieniam poniżej wszystkich, którzy pojawili się na scenie. Bo takiego „Wesela” z wykopem dawno nie widziałam. I pewnie długo nie zobaczę!

„Wesele” na motywach Stanisława Wyspiańskiego, reż. Sławomir Narloch, Teatr Pijana sypialnia w Białołęckim Ośrodku Kultury, Warszawa 2016.


Źródło: www.zwierciadlo.pl